4 lutego 2019

Lista małych przyjemności - Luty

Witajcie w nowym miesiącu. U mnie na pomorzu z prawdziwą zimą w dalszym ciągu jest trudny temat. O porządnym śniegu i siarczystym mrozie można tylko pomarzyć. Na szczęście, w ostatnią styczniową sobotę zaliczyłam fantastyczne morsowanie w przeręblu, więc minimum zimowe zostało spełnione :)
Dzisiaj mamy pierwszy poniedziałek lutego, dlatego przychodzę do Was ze świeżutką listą małych przyjemności na ten miesiąc.



Jak minął Wasz styczeń? Udało Wam się skreślić któreś pozycje z zaproponowanej przeze mnie listy? Ja zrealizowałam kilka z nich. Umówiłam się na spotkanie w kawiarni, zagrałam w grę planszową ("Postaw na milion") z moimi chłopakami, było kilka długich spacerów, wieczór pod kocykiem z książką w ręku (nareszcie skończyłam pierwszy tom "Władcy Pierścieni") i obejrzałam bardzo pozytywny i wzruszający brytyjski film - "Do zakochania jeden krok" :-D
W lutym po cichu liczę na śnieg. W Szczecinie króluje rasowa angielska pogoda, więc kilka dni prawdziwej zimy by się przydało :-D


Od tego miesiąca lista jest również dostępna w wersji pdf, którą możecie wydrukować i powiesić w dowolnym miejscu. Plik do druku znajdziecie TUTAJ. Bawcie się dobrze i cierpliwie czekajcie na wiosnę ona już jest całkiem blisko :-)

1 stycznia 2019

Kolejny powrót i styczniowa lista małych przyjemności

Witajcie w 2019 roku. Tak, to znowu ja ;-) Miałam nie robić żadnych postanowień na ten rok, ale w momencie, kiedy już prawie usuwałam blog, postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę. Powroty to moja specjalność więc nie pozostaje mi nic innego jak polecieć z tematem :-)


To już kolejna "zima bez zimy". Wyglądacie przez okna i zamiast kojącej bieli śniegu i trzaskającego mrozu widzicie szarość chodników i z reguły zachmurzone niebo. Matka Natura nas nie rozpieszcza. I jak tu się bronić przed atakami depresji? Jak tu normalnie funkcjonować, kiedy zima przestała być zimą?
Może choć odrobinę będę mogła pomóc, bo dzisiaj mam dla Was...



Odkąd zmieniłam swoje podejście do życia, dużą wagę zaczęłam przykładać do drobnych przyjemności. Dzięki nim zaczęłam zauważać siebie. Może to brzmi dziwnie, ale pomijanie siebie samego w codziennym życiu najczęściej nie prowadzi do niczego dobrego. Na mnie działało wręcz destrukcyjnie. Dopiero gdy spadła na naszą małą rodzinę choroba Szymona, dotarło do mnie jak bardzo nie doceniałam tego, co miałam. I teraz już wiem, że ZAWSZE może być gorzej. Dlatego zaczęłam być wdzięczna za każdy dzień i to, co mnie spotyka, nawet za niepowodzenia. Zaczęłam wyciągać wnioski z porażek i dzielić codzienne problemy na dwie kategorie - te, na które mam wpływ i te, na które wpływu nie mam. Tymi drugimi nie zaśmiecam sobie głowy, a energię koncentruję na pierwszych.




Małe przyjemności pomagają mi oczyścić umysł. Znaleźć uśmiech nawet wtedy, gdy o niego trudno. Na początku każdego miesiąca w tym roku będę chciała się z Wami podzielić listą, na której znajdziecie propozycje zadań do wykonania. Mam nadzieję, że moje propozycje sprawią Wam dużo przyjemności. Bawcie się dobrze <3

4 grudnia 2017

Wesołe jest życie foczki - czyli kilka słów o morsowaniu

Odkąd zaczęłam aktywnie spędzać czas i spotykać równie aktywnych ludzi zaskoczyło mnie to, że większość z nich późną jesienią zaczyna się przeobrażać w morsy. Nagle w mediach społecznościowych zaczyna się prawdziwe morsowe szaleństwo, które skutkuje wysypem fotorelacji z mniej lub bardziej dzikich sesji kąpielowych. Brrrrrrr... no psychopaci jacyś. Jak tak można z własnej i nieprzymuszonej woli pakować się do lodowatej wody i to jeszcze ponoć dla zdrowia? Nie rozumiałam tego dopóki sama nie spróbowałam...


To wszystko wina Maksa, czyli siostrzeńca mojego Męża. On sam zaczął swoją morsową przygodę w zeszłym roku i zasiał w mojej głowie ziarnko ciekawości. No bo skoro tylu biegaczy lubuje się w zimnych kąpielach, to musi w tym być coś fajnego. Zawsze jednak znajdowałam jakąś wymówkę, a to nie ma mnie w mieście, a to jestem przeziębiona, a to Młodszego nie ma z kim zostawić... i tak na wykręcaniu się minął mi sezon.
Dlatego, kiedy pod koniec września padło hasło "zaczynamy sezon" dwa razy się nie zastanawiałam. I była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.


O strachu nie było mowy. Jego miejsce zajęła niczym niepohamowana ekscytacja i chęć poznania czegoś nowego. Oczywiście przeczytałam kilka "relacji" wyszperanych przy pomocy wujka Google i wszystkie one sprowadzały się do jednego wspólnego stwierdzenia, a mianowicie "raz wejdziesz i już nie będziesz chciał przestać". I wierzcie mi... TAK WŁAŚNIE JEST :-) 
Wrażenia same z siebie są niesamowite. Pierwsze wejście do wody zawsze okupione jest piskiem i niekontrolowanym chichotem. Dlatego nawet tym, co przezywają swój "pierwszy raz" polecam dwa wejścia podczas jednej sesji. Dlaczego? Bo jest RÓŻNICA! Po pierwszym moczeniu (1,5-5 minut) trzeba się trochę poruszać i wejść do wody rugi raz. Za drugim razem, kiedy ciało jest już wystarczająco znieczulone, ponowne zanurzenie nie stanowi już żadnego problemu.


Z tygodnia na tydzień grono zaczęło mi się powiększać. W dwie soboty zażywałam kąpieli w parze z koleżankami z liceum. W jedną sobotę była to Sandra, w następną - Agnieszka. Moje piąte morsowanie spędziłyśmy już w piątkę.


Z tygodnia na tydzień "zarażamy" coraz więcej babeczek... i nie tylko, bo również mąż Agnieszki złapał morsowego bakcyla.


Jeśli gdzieś tam w  tyle głowy tli Wam się myśl, żeby spróbować, to nie zastanawiajcie się długo. Morsowanie to wspaniała przygoda z niesamowitymi wrażeniami. Sama na sobie odczuwam korzyści płynące z zimnych kąpieli. Jak do tej pory udało mi się nie załapać żadnego, mniejszego lub większego, przeziębienia, a moje zatoki są na niego bardzo podatne. No i te szalone endorfiny :) Z resztą sami zobaczcie...


Dziarskie Foczki pozdrawiają i zapraszają. Jeśli jesteście ze Szczecina lub okolic, to spotykamy się w każdą sobotę o godzinie 11:30 na terenie kąpieliska przy jeziorze Głębokim. Oprócz stroju kąpielowego i ręcznika zabieramy ze sobą czapkę i rękawiczki, buty do wchodzenia do wody (kryte klapki na początek w zupełności wystarczą, jak się spodoba wtedy trzeba pomyśleć o butach z pianki dla nurków) mały ręcznik pod nogi i coś gorącego do picia w termosie. Ot i wszystko. Po wszystkim endorfiny będą szaleć do wieczora, więc dobry nastrój gwarantowany ;) Ktoś się skusi, a może już morsował i podzieli się wrażeniami? Zapraszam do komentowania ;)

22 lutego 2017

Styczeń z "Rollsem" - subiektywnie i bez zbędnego słodzenia

Ja wiem, że to już prawie koniec lutego i o styczniu już mało kto pamięta. Wcześniej jakoś nie było mi po drodze z pisaniem czegokolwiek. Dopadło mnie grypsko i dwa tygodnie miałam wycięte z życiorysu. Na szczęście pozbierałam się (bo jak nie ja to kto?) i zabieram się intensywnie za nadrabianie zaległości. Dzisiaj słów kilka o tym, jakie są moje wrażenia po pierwszym miesiącu prowadzenia bujo w notesie Rollsnote. Zapraszam :)


O Rollsie dowiedziałam się od Justyny - By żyło się lżej Zbliżał się koniec roku i zaczęłam zastanawiać się nad zeszytem na Nowy Rok. Format ówczesnego bujo był ciut za duży i chciałam się przenieść do czegoś mniejszego. No i tak padło na Rollsa. Niewiele wtedy o nim wiedziałam i w sumie swój wybór oparłam na tym, że to Polski twór i lepiej dać "swojemu" zarobić niż pakować się w jakieś LT czy inne Moleskiny ;) I nie rozczarowałam się, choć początki były dość trudne :D

Załamał mnie fakt, że moje wieczne pióro nie nadaje się do pisania w Rollsie. Mam dość drobny charakter pisma, do tego kropki w zeszycie są rozmieszczone co 4 mm, a papier jest lekko chropowaty. To skutkowało tym, że podczas pisania tusz rozlewał się na kartce. Zrezygnowałam z pióra na rzecz cienkopisu kreślarskiego z bardzo malutką końcówką i to był strzał w dziesiątkę <3

Znalazłam jesccze tylko jedną wadę, która trochę mi przeszkadza - okładka. Niestety, przy częstym noszeniu zeszytu w torbie, okładka z tektury falistej dość szybko się niszczy. Przy kolejnym bujo pomyślę o jakiejś sztywnej obwolucie i problem będzie rozwiązany.

Plan był taki by połączyć moje dwie pasje - art i bullet journal. Stąd wiele doklejanych elementów, kolorów i form plastycznych. Niestety poprzez takie twórcze wygibasy zeszyt traci swoje właściwości rolujące ;) Na szczęście w dalszym ciągu jest na tyle mały by zmieścić mi się w kieszeni kurtki :D

Jestem zachwycona papierem. Jest kremowy i lekko chropowaty, przez co przypomina mi strony ze starej książki, nawet trochę podobnie pachnie. no i te kolorowe okładki. Jak widzicie zdecydowałam się na żółty, zupełnie nie zimowy, kolor. A wybór kolorystyczny jest tak ogromny, że z pewnością każdy znajdzie Rollsa odpowiedniego dla siebie.

Na dodatek dochodzą do mnie informacje, że szykuje się "szyta" wersja Rollsa bo do tej pory notesy były klejone i przez to jest problem z rozkładaniem ich "na płasko". Akurat to mi najmniej przeszkadza i radzę sobie z tym dzięki klipsom do papieru. Jednak z pewnością będę chciała sprawdzić ulepszoną wersję "notesu wymyślonego na nowo" :D

Podsumowując, mogę powiedzieć, że pomimo kilku drobiazgów jest to dla mnie notes idealny. Polski produkt, dobra jakość, oryginalny projekt, a to wszystko za normalne pieniądze. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z bujo ten notes będzie w sam raz. Założę się, że jeśli się do niego przekonasz, tak jak ja, zostaniesz z nim na dłużej ;-)

Poniżej wrzucam Wam filmik z szybkim przeglądem styczniowym mojego Rollsa.



W marcu planuję cykl postów o bullet journal. Wtedy pokażę kilka stron z bliska, tak byście mogli dokładne zobaczyć jak pracuję i co mi najbardziej pasuje :D Tym czasem trzymajcie się ciepło. Wiosna za pasem. Ja już ją czuję w powietrzu i kościach. Wraca Moc i chęć do działania. Piąteczka <3

 Śledź mojego bloga z Bloglovin

5 stycznia 2017

Mój idealny dzień czyli lista codziennej rutyny w bullet journal

Witajcie w 2017 roku :) Pierwszy tydzień stycznia dobiega końca. Jak Wasze postanowienia, cele na ten rok? Ja podzieliłam się swoimi refleksjami i planami w TYM poście i czynię już pierwsze kroki w kierunku realizacji pierwszych celów związanych z moim małym słowem. Zapowiada się, że to będzie bardzo ciekawy i intensywny czas.


Cały czas szukam sposobów na jeszcze lepsze zarządzanie swoim czasem. I pierwszą rzecz jaką zauważyłam, to fakt, że tak naprawdę nasz dzień (pozornie nieuporządkowany) składa się z wielu rutynowych czynności, które z łatwością można wpisać w dzienny grafik.
Aby ułatwić sobie życie rozrysowałam w moim nowym bullet journal'u prosty rozkład godzinowy i wpisałam do niego swój idealny plan dnia.



Nie myślcie, że zawsze i wszędzie sztywno trzymam się tej tabelki. Nic z tych rzeczy. Traktuję tą stronę jako swoistą "bazę wypadową" do dalszego planowania. W większości przypadków plan dnia ulega pewnym modyfikacjom w zależności, czy wpadły mi jakieś nowe zadania. Nie jestem przecież więźniem czasu, tylko chcę nad nim zapanować.

RUTYNOWE ZADANIA W CIĄGU DNIA
  • pobudka
  • toaleta poranna/wieczorna
  • wyjścia z psem x3
  • posiłki x5
  • przedszkole do/z
  • codzienne ćwiczenia (siłownia/bieganie/joga)
  • prace domowe
Po wynotowaniu obowiązkowych czynności mogę przeanalizować, w których momentach dnia dysponuję wolnym czasem, który mogę w produktywny sposób wykorzystać na przykład na pracę nad postami czy relaks. Najbardziej lubię czas z Szymonem po powrocie z przedszkola. Gramy wtedy w gry, albo wspólnie oglądamy telewizję. Bardzo często zdarza się, że wsiadamy w tramwaj albo autobus i wybieramy się na małą wycieczkę po mieście. Szymon jest wielkim fanem środków komunikacji miejskiej i takie mini podróżowanie sprawia mu ogromną radość, szczególnie gdy wybierzemy linię, którą wcześniej nie jeździł.
Proszę weźcie pod uwagę fakt, że jestem mamą na pełen etat. Z pewnością mój plan dnia wyglądałby zupełnie inaczej gdybym pracowała zarobkowo, ale nie zaprzątam sobie tym głowy. Każdy z nas jest inny i jego dzień wygląda zupełnie inaczej. Chciałam tylko byście zwrócili uwagę, że i w Waszym życiu obecna jest rutyna, którą bez problemu można ująć w ramy czasowe.
Zachęcam do stworzenia takiego planu codziennej rutyny. Będziecie mogli określić ile wolnego czasu pozostaje do Waszej dyspozycji i wykorzystać go w najlepszy dla siebie sposób.


3 stycznia 2017

O celach na Nowy Rok - Jedno Małe Słowo i 10 porażek roku poprzedniego

Uwielbiam zapach Nowego Roku o poranku. Czekałam na ten moment, kiedy będę mogła "odciąć kupon" z rokiem 2016 i zacząć 2017 rok z radością i dziecinnym podekscytowaniem.



Zacznę temat od końca, bo warto by było na początek trochę się pośmiać. Dokopałam się do mojej ambitnej listy "10 celów na 2016 rok".


1. Zostać wolontariuszką
2. Osiągnąć wiek metaboliczny < 20 lat
3. Zrobić prawo jazdy
4. Wziąć udział w biegu na 10 km
5. Wysłać babcię na wakacje (pielgrzymka lub wizyta u rodziny)
6. Pójść do szkoły
7. Zacząć się uczyć francuskiego
8. Przeczytać 52 książki
9. Prowadzić żurnal motywacyjny
10. Schudnąć 6 kg do wakacji

Przeczytałam ją ponownie i wybuchłam śmiechem, bo w sumie nie zrealizowałam z tej listy zupełnie nic. I nie mam z tym żadnego problemu. Nie mam dławiących wyrzutów sumienia ponieważ czuję, że miałam razem z moimi chłopakami całkiem dobry rok. Dlatego usiadłam i pomyślałam o tym, co mi się udało osiągnąć w minionym roku i wyszła mi ładna lista. Jakbym się mocniej zastanowiła jeszcze mogłabym dopisać kilka drobiazgów, ale moja lista "10 sukcesów" równoważy tą pod tytułem "10 porażek".

1. Przebiegłam półmaraton
2. Zaczęłam oddawać krew
3. Nauczyłam się kłaść gładź szpachlową 
4. Nabrałam jeszcze więcej pewności siebie
5. Oduczyłam babcię podkarmiania Szymona czipsami i kolą
6. Zaraziłam kilka osób miłością do Bullet Journalingu
7. Zaczęłam biegać po lesie
8. Wciągnęłam w bieganie psa
9. Wygrałam w konkursie gadżety do planowania
10. Ponad 300 lajków na Instagram i Facebook - DZIĘKUJĘ!

W tym roku trochę zmieniłam formułę i postawiłam na jedno słowo, w okół którego będę na bieżąco budować listę swoich planów i osiągnięć. 



Dlaczego właśnie "rozwijaj"? Wyszłam od angielskiego słowa improve czyli ulepszać, rozwijać jakieś umiejętności. Ten rok chcę poświęcić właśnie na takie rozwijanie poszczególnych sfer mojego życia. Według Hala Elroda - autora książki "Fenomen poranka" tych sfer życia jest 10:

1. Rodzina i przyjaciele
2. Rozwój osobisty
3. Duchowość
4. Finanse
5. Kariera
6. Małżeństwo
7. Zabawa i rekreacja
8. Dobroczynność
9. Otoczenie
10. Zdrowie i aktywność fizyczna

Idealnie pasuje mi to zestawienie. Wytarczy, że zadam sobie na przykład pytanie "Jak mogę rozwijać swoje małżeństwo?", odpowiedzieć na nie i poczynić pierwsze kroki w celu realizacji swojego celu. Wydaje mi się, że jest to sposób bardziej elastyczny w porównani do z góry założonych celów. Sprawdzę jak to się ma do rzeczywistości, ale wydaje mi się, że metoda z "małym słowem" może okazać się w moim przypadku rewolucyjna.
A jak się mają Wasze cele lub postanowienia na Nowy Rok? Ustalaliście coś, czy jednak to nie dla Was? 

18 grudnia 2016

Subiektywny TOP 20 roku 2016

Przyszedł czas, żeby zacząć powolutku podsumowywać zbliżający się ku końcońcowi 2016 rok. Nigdy wcześniej nie tworzyłam podsumowania muzycznego i trochę tego żałuję, bo w sumie miałabym fajne odniesienie. Nic straconego. Nie pokuszę się jednak o układanie utworów według poziomu "ulubienia". Wszystkie 20 królowały na moich biegowych playlistach, wiele z nich piłowałam na replayu do bólu, ale trzy ostatnie były dla mnie totalnym odlotem ;-) No to co? Nie będę się więcej rozpisywać i jadę z koksem :-D



1.The Chainsmokers - Closer

2. Justin Timberlake - Can't stop the feeling!

3. Major Lazer - Light it up

4. Selena Gomez - Kill em with kindness

5. Zara Larsson - Never forget you

6. Natalia Nykiel - Error

7. Kungs - This girl

8. Calvin Harris - This is what you came for

9. Ewa Farna - Na ostrzu

10. Dawid Podsiadło - W dobrą stronę

11. Jonas Blue - Perfect strangers

12. Galantis - Love on me

13. Sigala - Give me your love

14. Grzegorz Hyży - Pod wiatr

15. Burak Yeter - Tuesday

16. Zara Larsson - Ain't my fault

17. Calvin Harris - My way

18. The Chainsmokers - Don't let me down

19. The Weekend - Starboy

20. Męskie granie 2016 - Wataha 


Ale było fajnie :-D Z pewnością znalazłabym jeszcze kilka piosenek, które wpadły mi w ucho, ale te 20 to prawdziwa creme de la creme z całego roku moich muzycznych doświadczeń. O gustach się nie dyskutuje. Ja z wielką przyjemnością poznam Wasze hity mijającego roku. Piszcie śmiało w komentarzu, wrzucajcie linki. Jestem strasznie ciekawa, co tam u was w 2016 grało ;-)