22 lutego 2017

Styczeń z "Rollsem" - subiektywnie i bez zbędnego słodzenia

Ja wiem, że to już prawie koniec lutego i o styczniu już mało kto pamięta. Wcześniej jakoś nie było mi po drodze z pisaniem czegokolwiek. Dopadło mnie grypsko i dwa tygodnie miałam wycięte z życiorysu. Na szczęście pozbierałam się (bo jak nie ja to kto?) i zabieram się intensywnie za nadrabianie zaległości. Dzisiaj słów kilka o tym, jakie są moje wrażenia po pierwszym miesiącu prowadzenia bujo w notesie Rollsnote. Zapraszam :)


O Rollsie dowiedziałam się od Justyny - By żyło się lżej Zbliżał się koniec roku i zaczęłam zastanawiać się nad zeszytem na Nowy Rok. Format ówczesnego bujo był ciut za duży i chciałam się przenieść do czegoś mniejszego. No i tak padło na Rollsa. Niewiele wtedy o nim wiedziałam i w sumie swój wybór oparłam na tym, że to Polski twór i lepiej dać "swojemu" zarobić niż pakować się w jakieś LT czy inne Moleskiny ;) I nie rozczarowałam się, choć początki były dość trudne :D

Załamał mnie fakt, że moje wieczne pióro nie nadaje się do pisania w Rollsie. Mam dość drobny charakter pisma, do tego kropki w zeszycie są rozmieszczone co 4 mm, a papier jest lekko chropowaty. To skutkowało tym, że podczas pisania tusz rozlewał się na kartce. Zrezygnowałam z pióra na rzecz cienkopisu kreślarskiego z bardzo malutką końcówką i to był strzał w dziesiątkę <3

Znalazłam jesccze tylko jedną wadę, która trochę mi przeszkadza - okładka. Niestety, przy częstym noszeniu zeszytu w torbie, okładka z tektury falistej dość szybko się niszczy. Przy kolejnym bujo pomyślę o jakiejś sztywnej obwolucie i problem będzie rozwiązany.

Plan był taki by połączyć moje dwie pasje - art i bullet journal. Stąd wiele doklejanych elementów, kolorów i form plastycznych. Niestety poprzez takie twórcze wygibasy zeszyt traci swoje właściwości rolujące ;) Na szczęście w dalszym ciągu jest na tyle mały by zmieścić mi się w kieszeni kurtki :D

Jestem zachwycona papierem. Jest kremowy i lekko chropowaty, przez co przypomina mi strony ze starej książki, nawet trochę podobnie pachnie. no i te kolorowe okładki. Jak widzicie zdecydowałam się na żółty, zupełnie nie zimowy, kolor. A wybór kolorystyczny jest tak ogromny, że z pewnością każdy znajdzie Rollsa odpowiedniego dla siebie.

Na dodatek dochodzą do mnie informacje, że szykuje się "szyta" wersja Rollsa bo do tej pory notesy były klejone i przez to jest problem z rozkładaniem ich "na płasko". Akurat to mi najmniej przeszkadza i radzę sobie z tym dzięki klipsom do papieru. Jednak z pewnością będę chciała sprawdzić ulepszoną wersję "notesu wymyślonego na nowo" :D

Podsumowując, mogę powiedzieć, że pomimo kilku drobiazgów jest to dla mnie notes idealny. Polski produkt, dobra jakość, oryginalny projekt, a to wszystko za normalne pieniądze. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z bujo ten notes będzie w sam raz. Założę się, że jeśli się do niego przekonasz, tak jak ja, zostaniesz z nim na dłużej ;-)

Poniżej wrzucam Wam filmik z szybkim przeglądem styczniowym mojego Rollsa.



W marcu planuję cykl postów o bullet journal. Wtedy pokażę kilka stron z bliska, tak byście mogli dokładne zobaczyć jak pracuję i co mi najbardziej pasuje :D Tym czasem trzymajcie się ciepło. Wiosna za pasem. Ja już ją czuję w powietrzu i kościach. Wraca Moc i chęć do działania. Piąteczka <3

 Śledź mojego bloga z Bloglovin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz